…
Podlascy hodowcy koni solidarni z góralami

Podlascy hodowcy koni solidarni z góralami

Hodowcy koni z Podlasia stają za góralami. „Najpierw wy, później my”

Spór o konie pracujące na trasie do Morskiego Oka wywołuje emocje także na Podlasiu. Hodowcy i osoby związane z hodowlą koni nie kryją oburzenia działaniami organizacji prozwierzęcych. Ich zdaniem w debacie o dobrostanie zwierząt coraz częściej brakuje wiedzy o samej hodowli, pracy konia i realiach życia ludzi, którzy od pokoleń zajmują się tymi zwierzętami. – Najpierw wy, a później my – mówią, solidaryzując się z góralami.

Spór o konie pracujące na trasie do Morskiego Oka dawno przestał być wyłącznie dyskusją o tym, ile zwierzę może pracować. Wokół działalności DIOZ i innych organizacji prozwierzęcych narosło wiele emocji, a konflikt coraz mocniej dzieli opinię publiczną.

Na Podlasiu temat szczególnie mocno wybrzmiewa w środowisku hodowców koni. Rozmówcy, z którymi rozmawialiśmy, nie mają wątpliwości, po której stronie stoją.

– Z całego serca wspieramy górali. Chcemy, żeby te konie miały szansę dalej istnieć w górach, żeby mogły pracować – podkreślają.

Ich zdaniem problem polega między innymi na tym, że o koniach wypowiadają się osoby, które nie znają codziennej pracy z tymi zwierzętami.

„Koń, który zarabia, nie może być zaniedbany”

Jeden z rozmówców, lekarz weterynarii, zwraca uwagę na rzecz, która jego zdaniem jest podstawą ekonomiki hodowli.

– Ten góral na tym zarabia, więc on o to dba. (…) Koń, który zarabia dla nich pieniądze, nie może być zaniedbany, nie może być przemęczany. Oni mają z tego pieniądze – argumentuje.

Podobnie, jego zdaniem, wygląda to w przypadku handlarzy końmi. Zwierzę jest dla nich jednocześnie źródłem dochodu, dlatego jego stan ma bezpośrednie przełożenie na wartość konia.

Hodowcy podkreślają przy tym, że koń pracujący nie jest dla nich jedynie „narzędziem”. Przeciwnie – utrzymanie go w dobrej kondycji wymaga wiedzy, czasu i pieniędzy.

– Dużo pracy trzeba włożyć, żeby konie jeździły w zaprzęgu – zaznaczają.

„Konie na Morskim Oku są pod ogromnym nadzorem”

W rozmowie pojawia się również kwestia badań weterynaryjnych koni pracujących na trasie do Morskiego Oka.

Według jednego z hodowców konie te są objęte szczegółowym nadzorem i przechodzą badania, zanim zostaną dopuszczone do pracy.

– Te konie na Morskim Oku, mało które konie są w tej chwili pod takim nadzorem weterynarii, tak zadbane, poza tym tym góralom by się nie kalkulowało, żeby konie padały, bo im koń dłużej żyje, im lepiej jest zadbany, to on więcej zarobi – mówi.

Hodowcy porównują to do dbania o samochód. Im lepiej utrzymany, tym dłużej może służyć właścicielowi.

– Tak samo jak ktoś dba o samochód, to tym samochodem może bardzo długo jeździć i go użytkować, a jeżeli nie, no to poniesie straty – słyszymy.

„Czy o to chodzi w ochronie zwierząt, żeby koni w ogóle nie było?”

Największe emocje budzi jednak obawa o przyszłość hodowli.

Hodowcy przekonują, że coraz bardziej restrykcyjne podejście do wykorzystywania koni w pracy może w konsekwencji doprowadzić do zaniku części hodowli.

– Niedługo tych koni w ogóle nie będzie. Czy o to chodzi w ochronie zwierząt, żeby w ogóle ich nie było? Wtedy będą chronione, bo nic im się nie będzie działo, bo ich w ogóle nie będzie – mówi jeden z rozmówców.

Jego zdaniem zakaz pracy koni może sprawić, że hodowcy przestaną widzieć ekonomiczny sens ich utrzymywania.

– Jeżeli się zakaże transportu konnego, ten koń stanie się pasożytem. Nie będzie się w ogóle opłacało go utrzymywać – pada w rozmowie.

Rozmówcy zwracają też uwagę na aspekt edukacyjny. Ich zdaniem koń powinien pozostać zwierzęciem obecnym w przestrzeni publicznej, również po to, aby dzieci i młodzież mogły mieć z nim kontakt.

– Nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji, że konia dzieci i młodzież będzie oglądała tylko na zdjęciach – argumentują.

„To jest wiele pokoleń pracy”

Dla podlaskich hodowców problem ma również wymiar tradycji.

Wielu z nich podkreśla, że polska hodowla koni nie powstała wczoraj. To dorobek kolejnych pokoleń gospodarzy, którzy przez lata selekcjonowali zwierzęta, rozwijali hodowle i przekazywali wiedzę swoim dzieciom.

– Konie hodowane w Polsce są od wielu lat, setek lat, a większość hodowli, która została w tej chwili, to są hodowle wielopokoleniowe – słyszymy.

Jak dodają hodowcy, dla wielu gospodarzy zadbany koń jest powodem do dumy.

– Honorem dla hodowcy jest, żeby ten koń był zadbany, żeby ludzie chwalili, że on tak konie dobrze utrzymuje – podkreślają.

„Koń bardzo lubi pracę z człowiekiem”

Rozmówcy sprzeciwiają się również przedstawianiu każdego konia pracującego jako zwierzęcia wykorzystywanego.

Ich zdaniem trzeba rozróżnić rzeczywiste przypadki złego traktowania od normalnej, odpowiedzialnej pracy ze zwierzęciem.

– Koń bardzo lubi pracę z człowiekiem, a człowiek lubi pracę z koniem – mówi jeden z hodowców.

Podkreślają, że sami również nie bronią przypadków zaniedbań. Wręcz przeciwnie – ich zdaniem osoby zajmujące się hodowlą powinny reagować, gdy widzą nieprawidłowości.

Ostry sprzeciw wobec działalności organizacji

Najwięcej kontrowersji w rozmowie wzbudzają jednak organizacje prozwierzęce. Hodowcy zarzucają części z nich manipulowanie emocjami odbiorców poprzez publikowanie drastycznych zdjęć i materiałów przedstawiających zwierzęta.

Jedna z osób wskazuje na sytuacje, w których – jej zdaniem – stan zwierzęcia jest przedstawiany w sposób mający wywołać określoną reakcję odbiorców.

– Chodzi o to, żeby zagrać na ludzkich emocjach, szczególnie młodych ludzi, bo emocje bardzo pobudzają do działania – słyszymy.

Wśród przykładów pada historia konia, którego ziewanie miało zostać przedstawione jako oznaka skrajnego zmęczenia.

Hodowcy krytycznie wypowiadają się również o sposobie prowadzenia zbiórek przez organizacje. 

„Fundacje są potrzebne, ale muszą być transparentne”

Co ważne, rozmówcy nie stawiają wszystkich organizacji prozwierzęcych pod jednym znakiem.

– Fundacje są potrzebne, żeby ratowały zwierzęta naprawdę z bardzo złych warunków – podkreślają.

Ich zdaniem problemem może być natomiast brak wystarczającej przejrzystości działań części organizacji.

– Żeby były po prostu rzetelnie sprawdzone i żeby były te wszystkie środki, które do nich trafiają, transparentnie sprawdzone, cały ich przepływ, czy one faktycznie idą na pomoc dla tych zwierząt, czy po prostu na jakieś tam działania własne – zaznacza jeden z rozmówców.

To właśnie kontrola państwa nad działalnością organizacji zajmujących się odbieraniem zwierząt jest jednym z postulatów pojawiających się w rozmowach z hodowcami.

„Najpierw wy, później my”

Podlascy hodowcy mocno utożsamiają obecną sytuację na Podhalu z własną przyszłością.

Obawiają się, że ograniczanie możliwości pracy koni może w dłuższej perspektywie uderzyć również w hodowców z innych regionów Polski.

– Myślę, że wszyscy hodowcy, którzy hodują konie z pasją, też hodują konie, żeby mieć z tego jakieś korzyści. No nie oszukujmy się. Dziś w tym momencie solidaryzują się z góralami i nie poddawajcie się, bo najpierw wy, a później my – pada na koniec rozmowy.

Dla hodowców sprawa Morskiego Oka nie jest więc wyłącznie konfliktem pomiędzy góralami a organizacją prozwierzęcą. Widzą w niej szerszą dyskusję o przyszłości konia w Polsce – o tym, czy może on nadal być zwierzęciem pracującym, czy też jego rola ma ograniczyć się wyłącznie do funkcji towarzyszącej i rekreacyjnej.



 

Sprawdź więcej informacji na podlaskie24.pl

leave your comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Top